Frakcje

 

TECHNICY Z DETROIT

Bębny… Ciągle te pierdolone bębny. Nie wiem jak niektórzy to wytrzymują. Wiem tyle, że większość z nas doprowadzają do pieprzonego szału. Po raz pierwszy usłyszeliśmy je parę dni temu. Od tamtej pory ekipa zaczyna nieźle świrować. Nie dość, że nie mamy wystarczająco zapasów, ludzi i przynajmniej oddziału pod bronią, to non stop słyszymy to jebane dudnienie gdzieś w dziczy. Przecież gruba większość z nas to mechanicy i monterzy! Mieliśmy tu przygotować tor i warsztat…

Podejrzewamy, że to jakieś mutki albo dzikusy, które się tu przywlokły gdzieś z zachodu. Wartownicy widzieli coś w krzakach parę razy, w ciągu ostatnich nocy, ale tak naprawdę nie było żadnych konkretów. Chłopaki siedzą jak na szpilkach. Billy mówił, że od dwóch dni nie zmrużył oka. Niech przynajmniej siedzi na warcie. Niech inni się wyśpią.

Jeśli cokolwiek, co tam jest, przypuści na nas atak, to najpewniej nasze szanse będą niewielkie. Jeden ze starszych monterów gadał, że słyszał już coś takiego w okolicach pustyni i że nie wróży to nic dobrego. Wszystko byłoby jeszcze znośne, gdyby nie to, co stało się przedwczoraj wieczorem. W końcu zdecydowaliśmy się wysłać kilku ludzi na zwiad, bo wyglądało na to, że do bębnienia dołączyły krzyki i były jakby… bliższe? Chyba z nocy na noc zbliżają się do nas. Nie jestem pewien. Wiele osób tutaj podziela moje zdanie…

Co? A tak, zwiad. Wysłaliśmy cztery osoby, nie wróciła żadna z nich. Następnego ranka zobaczyliśmy niestety co się z nimi stało. Na skraju zarośli jeden nabity na pal, drugi powieszony i oskalpowany. Laskę i faceta, których imion nawet nie poznałem, ciężko było od siebie odróżnić, oddzielić czy cokolwiek. Pochowaliśmy ich razem.

Siedzimy tu teraz na dupach i każdy wygląda zza barykady z gównem w gaciach. Nadal, kurwa mać, nie wiemy co tam po nocach dudni, co tam siedzi. Na twoim miejscu, przyjacielu, zawinąłbym się w drugą stronę i wracał do domu. Gdziekolwiek to jest – jest na stówę lepiej niż tutaj.

 

INDIANIE POTOWATOMI

To nasza ziemia. Nasi przodkowie żyli tu od zawsze. Mój ojciec, jego ojciec i ojciec ojca mego ojca mieszkali tu zanim wy nawet wiedzieliście o tym miejscu. Moja matka pasła tu bydło, jej matka pasła tu bydło. Wy przyjechaliście tutaj i myślicie, że nas rozumiecie. Myślicie, że jesteście wszystkowiedzący. Wy macie nas za głupich dzikusów. Myślicie, że znacie nasze życie. Nie. Przychodzicie tu i rozmawiacie, lecz nie wiecie o czym. Przybywacie i żądacie tego, co nie jest wasze. Patrzycie, ale nie widzicie. Słyszycie, ale nie słuchacie. A my znamy was. Obserwujemy was od zawsze. Żyjemy obok was. To naturalne.

Widzicie… Rozmawiamy z wami, pomimo wszelkich krzywd, które wyrządziliście naszemu ludowi. Progi naszych siedzib są otwarte, pomimo wojen, które toczyliście z nami. Chcemy żyć w zgodzie z otaczającym nas światem, z przeszłością i z przyszłością. Wy jesteście tego częścią. Dlatego też jesteśmy otwarci na rozmowy. Ci – być może w waszych oczach podobni nam – którzy też zamieszkują te ziemie, nie będą wam przychylni. Zanim zorientujecie się o zagrożeniu, będzie już za późno. Ale nie dajcie się zmylić, przybysze. Z nami będziecie o tej ziemi rozmawiać. To z nami możecie związać swoją przyszłość. To my jesteśmy gospodarzami tej ziemi.

 

NAJEMNICY Z BROKEN DREAMS

Panie i Panowie! Ostatnia kolejka! Są już tylko sami swoi? No dobra, to zbierzcie się przy barze. Musimy poważnie pogadać.

Przyjaciele! Pamiętacie Mad Dogs? Gang, co zwęglił Jasona i Trevora? Musieliśmy do nich pojechać i wyprostować sprawę! A mutantów z Union City? Załatwili 6 naszych, a jak przyszło co do czego, to załatwiliśmy ich w 5 minut. Udało nam się też dogadać z panem Durantem. A z indiańcami? Też jakoś poszło! Raz jeszcze musimy się wspólnie postarać, żeby nasza knajpa pozostała na swoim miejscu, a kontrakty nigdy się nie kończyły!

Sprawa wygląda tak – facet, gruba ryba z Detroit, przybył tutaj i przekazał do baru zlecenie na pracę. Wydawało się, że to prosta robota, bo nie dość, że to od Schultza i Ligi, to jeszcze typowo ochroniarska. Wygląda jednak na to, że coś poszło nie tak i nasi chłopcy przepadli.

Teraz przyszło kolejne zlecenie. Podobne do poprzedniego. Kilku naszych już się zapisało, ale musimy też dokończyć ten zaległy kontrakt. U nas jest zasada i mamy nawet takie powiedzenie – „Jeśli bar wywiesza robotę, to jest ona wykonalna. A jak robota została przyjęta, to żeby nie wiem co, będzie wykonana.”

To zlecenie może być niebezpieczne, czyli to, co lubicie najbardziej moje zakapiory. No dobra… To kto jest chętny pomścić towarzyszy? Kto się zgłosi teraz dostaje kielicha na koszt firmy!

 

Zgłaszanie postaci – formularz

Termin – 08.08.2021r